Tu rządzi Bura: Pag od strony mostu i Forticy - Chorwacja, księżycowy Pag - Urlop 2025

Do tej pory skupiałam się na środkowej i północnej części wyspy Pag. Prawda jest jednak taka, że z powodu połączenia wyspy z lądem mostem, najbardziej znana jest część Pagu od strony Zadaru. Z pewnością wielu turystów dociera z tego kierunku maksymalnie do miasta Pag, dla tych więc, którzy jeszcze tego nie zrobili, albo planują to zrobić, opiszę teraz najbardziej znane miejsca na południowym końcu Pagu.

Jeśli wjeżdżacie na Pag, i nie chcecie tego zrobić promem (choć to nie jest zła opcja - pisałam o tym TUTAJ) na pewno zrobicie to przez piękny paski most.

Most został oddany do użytku 17 listopada 1968 roku i od tego czasu dzielnie znosi wszystko, co natura rzuca mu w twarz. Ma długość 301 metrów (idealny dystans na krótki spacer, pod warunkiem, że nie wieje Bura). A ile to jest w praktyce?

Legendarny liniowiec Titanic miał niespełna 269 metrów. Oznacza to, że most na Pag jest o ponad 30 metrów dłuższy od najsłynniejszego statku świata. Gdyby więc Titanic zatonął tuż pod mostem, to most delikatnie wystawałby mu z obu stron. Na moście zmieściłoby się też znacznie więcej pasażerów, a ryzyko zderzenia z górą lodową jest tu (na szczęście) zerowe – prędzej zderzysz się z owcą.

Z kolei Pałac Kultury i Nauki, czyli niechlubny symbol Warszawy ma 237 metrów (do czubka iglicy). Gdybyśmy przewrócili Pałac Kultury i położyli go między lądem a wyspą Pag, to wciąż brakowałoby nam ponad 60 metrów, żeby dojechać na wyspę. Most wygrywa z symbolem Warszawy w konkurencji na zasięg!

Z kolei szerokość mostu to 9 metrów (wystarczy na dwa auta i Twoje przerażenie, gdy spojrzysz w dół).

Przęsło mostu wznosi się około 35 metrów nad lustrem wody. To wystarczająco wysoko, byś czuł respekt, i wystarczająco nisko, by ryby mogły się śmiać z Twojego lęku wysokości.

To most łukowy, co oznacza, ze wygląda jak gigantyczny .... no cóż... łuk wetknięty między dwa klify.

Ten wyjątkowy obiekt ma swojego szefa, którego słucha i z nim nie dyskutuje (czyli pracownik idealny). Ten szef to Bura, czyli słynny chorwacki wiatr. To nie tylko szef, ale ochroniarz. I choć nasi szefowie też uważają, że nas chronią, a jest jak jest, to Bura się nie miga od obowiązków. Nie tylko każe pracownikowi używać drabiny połączonej z uprzężą alpinisty do zmiany żarówki (ale tylko dlatego, żeby nie być podciągniętym do odpowiedzialności przez inspekcję BHP) ale rzeczywiście płaci dodatkowe ubezpieczenie, bo ma świadomość, że zaniedbanie pracownika będzie nieść opłakane skutki.

A jak to działa w rzeczywistości?  Kiedy Bura wieje z prędkością przekraczającą 150-180 km/h, most idzie na urlop, czyli jest zamykany. To jedyny most, który potrafi zamienić wyspę w prawdziwą wyspę w 5 sekund. Jeśli masz pecha i Bura uderzy, gdy jesteś po stronie wyspy, gratulacje! Właśnie zyskałeś dodatkowy dzień wakacji (albo nocowanie w aucie). Bura na tym moście potrafi przewracać ciężarówki jak klocki LEGO, więc nikt tam wtedy nie kozaczy - nawet kierowcy BMW, a jeśli już, to tylko raz.

No, ale niewątpliwie paski most ma ciężkie życie. Sól morska osiada na nim tak gęsto, że obiekt powinien być podawany jako przystawka do tequili. W 1999 roku musiał przejść gruntowny remont, bo sól niemal „zjadła” stalowe zbrojenie wewnątrz betonu. Chorwaci musieli go ratować, żeby turyści mogli bezpiecznie dojechać na ser i imprezy na Zrće.

Ale Bura jest nie tylko szefem mostu, ale jednocześnie capo tutti capi przejeżdżających przez most aut. Dlaczego? To proste. Bo tylko ona tu rządzi. Bura to na wyspie Pag Prezes Zarządu, Dyrektor HR i jednoosobowa komisja dyscyplinarna w jednym. Jeśli myśleliście, że Wasz szef w biurze jest surowy, to znaczy, że nie widzieliście Bury przy pracy na moście.

Oto jak wygląda „kariera” pod skrzydłami tego najostrzejszego pracodawcy na Adriatyku:

Bura nie bawi się w maile, upomnienia czy okresy wypowiedzenia. Ona stosuje metodę „natychmiastowej relokacji zasobów”.

Jeśli jedziesz pustą ciężarówką albo autem z namiotem na dachu, Bura może przyznać Ci „premię lotniczą”. Problem polega na tym, że lądowanie odbywa się 35 metrów niżej, w słonej wodzie Kanału Velebickiego, a firma nie pokrywa kosztów czyszczenia tapicerki.

Bura to pracoholik. Jak już przyjdzie do biura (czyli spadnie z gór Velebit), to potrafi siedzieć w nadgodzinach przez trzy dni, blokując most i zmuszając wszystkich pracowników (czyt. turystów) do przymusowego urlopu na parkingu. Pamiętacie nasz polski wynalazek zwany wczasami wagonowymi? To ich chorwacki odpowiednik. Niby środek transportu, a w rzeczywistości, tymczasowe lokum. 

A teraz wyobraźmy sobie następujący scenariusz: Bura przesadza z „motywowaniem” i zdmuchuje z mostu wynajętego Chevroleta, w którym siedzi turysta z Teksasu.

Gdyby wiatr był osobą prawną, to po tym jednym incydencie Bura nie wypłaciłaby się do końca świata, a może nawet o dwa dni dłużej. Dlaczego? W USA można pozwać mikrofalówkę za to, że podgrzała pizzę, więc pozwanie wiatru o „brak odpowiedniego oznakowania kierunku podmuchu” to dla amerykańskiego prawnika czysta formalność. Straty moralne, trauma związana z przymusową nauką latania bez licencji oraz fakt, że turysta upuścił do wody swój kubek kawy z napisem „I don't need Google, my wife knows everything” – to są kwoty rzędu PKB małego państwa. Nawet gdyby Bura wiała przez kolejne 2000 lat i próbowała spłacić dług w kilowatogodzinach z elektrowni wiatrowych, to odsetki od amerykańskiego pozwu rosłyby szybciej niż ilość zjadanego przez turystów paskiego sera.

Właśnie dlatego Bura, jako doświadczony pracodawca, ma jedną złotą zasadę: Kiedy wieje naprawdę mocno, po prostu zamyka biuro (most). Nie robi tego z dobroci serca dla turystów. Robi to, bo wie, że jeden amerykański prawnik w Lincolnie to jedyna rzecz na świecie, która jest w stanie ją uciszyć skuteczniej niż góry Velebit.

Gdy już uda Wam się pokonać most, przez który przejazd na szczęście nie jest płatny, krajobraz zmienia się drastycznie. To najbardziej surowa część wyspy. Widzisz tylko białe skały i zero drzew. To moment, w którym pasażerowie zazwyczaj pytają: „Czy na pewno nie skręciliśmy na złą planetę?”. Most łączy zielone zbocza lądu z krajobrazem, który wygląda, jakby Bóg zapomniał nałożyć na niego teksturę lasu. To idealne miejsce na sesję zdjęciową, pod warunkiem, że nie boisz się, że wiatr zdmuchnie Ci telefon do Kanału Velebickiego.

Tuż obok mostu znajdziecie ruiny twierdzy Fortica z XVII wieku. Dawniej kontrolowano stąd cały ruch statków między wyspą a lądem. Kiedyś musieli budować mury i strzelać z armat, żeby kogoś nie wpuścić. Dziś wystarczy, że mocniej zawieje, i most robi robotę za całą armię.

Wizyta w ruinach twierdzy Fortica to moment, w którym każdy turysta zmienia się na chwilę w strażnika granicznego z XVII wieku, tyle że zamiast halabardy trzyma w ręku smartfona i walczy o to, by wiatr nie zrobił mu z fryzury gniazda dla mew.

Została zbudowana przez Wenecjan, którzy mieli dość popularny problem: próbowali upilnować, żeby nikt nie przemycał towarów (głównie soli) bez opłacenia stosownego „podatku dla doży”. Twierdza kontrolowała Kanał Velebicki. Każdy statek płynący z północy na południe musiał przejść pod nosem weneckich celników. To był taki wczesny system e-TOLL, tylko zamiast aplikacji na telefon mieli armaty i bardzo zmotywowanych panów w rajtuzach.

Jeśli spodziewacie się luksusów, to Fortica Was rozczaruje. To w zasadzie kilka solidnych ścian, które przetrwały tylko dlatego, że są zrobione z tego samego niezniszczalnego kamienia co reszta wyspy.

Warunki pracy w XVII wieku były tu „wymarzone”. Brak WiFi, brak klimatyzacji, a jedyny catering to prawdopodobnie ser i słona woda. Jeśli dzisiejsi pracownicy narzekają na biura typu open space, powinni zobaczyć Forticę – to był open space ostateczny, gdzie ściany miały otwory na lufy, a jedyną dekoracją były kamienie.

To jedno z najbardziej wietrznych miejsc w całej Chorwacji. Wiatr potrafi tu osiągać prędkości, przy których nawet kamienne mury zaczynają mieć wątpliwości co do sensu istnienia.

Wyobraźcie sobie weneckiego strażnika, który próbuje nabić armatę, podczas gdy Bura wieje mu prosto w twarz. Prawdopodobnie zanim zdążył wycelować, jego kapelusz był już w połowie drogi do Włoch, a on sam trzymał się murów mocniej niż my oślizgłego dna na Kukurynie.

Z Forticy rozpościera się widok na most na Pag, który z tej perspektywy wygląda jak biała nitka rzucona na turkusowe prześcieradło.

To stąd najlepiej widać, jak surowy jest krajobraz Pagu. Biały kamień, błękit wody i góry Velebit tworzą panoramę 10/10.

Stojąc na murach Forticy, możecie poczuć wyższość nad kierowcami na moście. Oni pocą się w autach, a Wy stoicie w miejscu, gdzie historia spotyka się z nowoczesnością... i gdzie prawdopodobnie właśnie tracicie czapkę z daszkiem na rzecz boga wiatru.

Po upadku Republiki Weneckiej i zmianie szlaków handlowych, twierdza przestała być potrzebna. Czas, sól i Bura zrobiły resztę. Została „zdematerializowana” przez naturę. Dziś służy głównie jako tło do zdjęć typu „ja i stare mury” oraz jako dowód na to, że na Pagu nawet beton (lub kamień) ma swój termin ważności, jeśli nie pilnuje go konserwator zabytków.

Jeśli myśleliście, że to Wenecjanie rządzili Forticą, a teraz rządzi nią chorwacki rząd, to jesteście w błędzie. Prawdziwymi dyrektorami zarządzającymi są tu koty. U podnóża Forticy znajduje się Kocia Republika. Już na samym wjeździe ostrzega Was przed nimi znak:

Paskie koty to osobna kategoria istot żywych. To nie są mruczące pieszczochy z kanapy. To wysokiej klasy specjaliści od przetrwania w warunkach ekstremalnych. Podczas gdy polski kot domowy wybrzydza przy misce z markową karmą, paski kot czeka w porcie na powrót rybaków. One nie proszą o rybę – one ją negocjują. Widok kota, który z kamienną twarzą (i bez mrugnięcia okiem) obserwuje patroszenie ryb, sugeruje, że w poprzednim wcieleniu był co najmniej weneckim celnikiem w Forticy.

Paski kot posiada unikalną umiejętność „kotwiczenia”. Kiedy wieje Bura i z mostu zdmuchuje ciężarówki, kot po prostu kładzie uszy po sobie, obniża zawieszenie i staje się niemal płaski. Podejrzewam, że ich pazury mają specjalne końcówki do wbijania się w lity wapień. Nigdy nie zobaczysz latającego kota na Pagu. Jeśli coś leci w powietrzu, to jest to albo mewa, albo czapka turysty...albo sam turysta.

Kotów jest niesamowita ilość. To są Forticowi Celebryci. Mnóstwo ludzi (w tym ja) przychodzi ich odwiedzić, jeszcze zanim dojdą do Forticy. Cóż... nie wiem ja Wy, ale ja zdecydowanie bardziej wolę głaskać kocie futerko niż kamienie. A koty, które tam mieszkają są w większości bardzo przyjacielskie. Mają mnóstwo jedzenia, mają domki, widać, że są zaopiekowane. Na kocich domkach możecie nawet znaleźć namiary na ichniejszą grupę na Facebooku: Fortica cats

I faktycznie ktoś się nimi opiekuje. Ja sama gdy zobaczyłam w grupie kotka w ciężkim stanie, od razu chciałam się skontaktować z tą grupą. Nawet jednak nie musiałam do nich pisać, bo w postach od razu znalazłam informację przesłaną przez - podobnie jak ja - zaniepokojonego turystę. Odpowiedziano mu, że kotek niestety ma nowotwór i jest na takim etapie, że już nie można mu pomóc. Po zdiagnozowaniu wypuszczono go na wolność ale jego stan jest monitorowany. Weźcie pod uwagę, że to jednak dziki kot, więc to mimo wszystko lepsze dla niego niż więzienie i męczenie nieskutecznym leczeniem. Gdy stan kotka będzie bardzo zły, opiekunowie zapewnią mu godne odejście. Wiem, że to nie są idealne warunki bytowania, ale i tak są o niebo lepsze niż ma większość bezdomnych kotów. Gdy będziecie w pobliżu, przynieście im trochę kociej mokrej karmy (suchej mają pod dostatkiem) i przede wszystkim  słodkiej (nie słodzonej, po prostu nie słonej) wody (słonej mają aż nadto). 

Gdy już naprodukujecie wystarczającą ilość instafot przy moście i Forticy, nakarmicie kotki i będziecie się udawać w głąb wyspy, 

przy głównej drodze, po prawej stronie może traficie na niewielki budynek, przy którym będą stały auta na polskich blachach.

Mowa oczywiście o legendarnej „Stacji Paliw dla Dorosłych”, czyli winiarni Vina otoka Paga (cóż za unikalna nazwa ;) ). To miejsce to geograficzny fenomen, który polscy kierowcy wyczuwają lepiej niż GPS. Jeśli widzisz parking zastawiony autami na blachach DW, EL, KR czy WA, to znaczy, że jesteś u celu. Polacy traktują ten budynek jak obowiązkowy przystanek techniczny – ważniejszy niż sprawdzanie ciśnienia w oponach.

Zapomnij o dębowych beczkach i sommelierach w białych rękawiczkach. Tu mamy magiczne kurki w ścianie. Wygląda to tak, jakbyś podjechał na myjnię bezdotykową, tyle że zamiast wosku na gorąco, do Twojego baniaka leje się Burin albo Chardonnay.

Oficjalną jednostką miary nie jest tu lampka czy kieliszek, ale pięciolitrowy baniak po wodzie mineralnej. Widok rodaka, który z namaszczeniem tankuje 10 litrów białego wytrawnego prosto ze ściany, to najbardziej autentyczny obrazek z wakacji na Pagu. To jedyne miejsce, gdzie „paliwo” do wieczornych rozmów na tarasie jest tańsze niż płyn do spryskiwaczy, a smakuje nieco lepiej (i zdecydowanie mniej po nim piecze w gardle).

Jeśli Twój samochód nagle sam skręca w stronę małego domku z kranami, nie walcz z kierownicą. To po prostu instynkt samozachowawczy polskiego turysty!

A jeśli ciekawi Was temat chorwackich win, zajrzyjcie TUTAJ

Jeśli chcecie zlokalizować na mapie opisane w poście lokalizacje oraz wszystkie lokalizacje z bloga, zapraszam do mapy interaktywnej, która otworzy się dla Waszej wygody w nowym oknie. Najedź na wybraną pinezkę i kliknij nazwę lokalizacji, która pokaże Ci się pod mapą aby wyświetlić zdjęcia i link do odpowiedniego posta 😀. Kliknij strzałkę po prawej stronie nazwy lokalizacji, aby wyznaczyć do niej trasę. Powiększaj mapę aby zobaczyć więcej pinezekKliknij na napis "Patent na Wypad" (w wersji komórkowej na dole ekranu) aby wejść w legendę, gdzie znajdziesz listę lokalizacji lub będziesz mógł wpisać konkretną lokalizację w lupkę.

Linka do lokalizacji na mapie Google z niniejszego bloga znajdziecie także poniżej - szukajcie pod tekstem słowa "Lokalizacja...."

A jeśli chcecie przeczytać więcej wpisów w moim blogu, z pewnością ułatwi Wam to TA LISTA , zaś zbiór niektórych wcześniejszych map znajdziecie TUTAJ.

A może interesują Was gotowe propozycje tras? Zapraszam TUTAJ.

#patentnawypad #podroz #podroze #blog #travelblog #chorwacja #croatia #visitcroatia #croatiatravel #pag  #ksiezycowawyspa #PaskiMost #Fortica #KotyzForticy #wino

Komentarze