Islandia 2026 - śladami Gry o Tron

 

Swego czasu popełniłam już post, w którym opisałam serialowe lokalizacje Gry o Tron w słonecznej Chorwacji (przeczytacie o nich TUTAJ), ale teraz przyszedł czas na znacznie chłodniejszą stronę tego uniwersum. Gdy zwiedzaliśmy południową Islandię, podczas naszej wyprawy, trafiliśmy w kilka miejsc, gdzie kręcono ten słynny serial – i choć wcale nie były one głównym celem naszej podróży, to mijając je po drodze, po prostu nie mogłam ich zignorować! Oczywiście nie są to wszystkie lokalizacje z Gry o Tron, bo do niektórych po prostu nie daliśmy rady dojechać, a wiele innych jest zlokalizowanych w zupełnie innej części wyspy. Zresztą, to idealny powód, żeby kiedyś tam wrócić – jeden z wielu powodów, oczywiście! Poniżej zebrałam te serialowe przystanki, które udało nam się zobaczyć (lub prawie zobaczyć ;)) po drodze.

 A POD TYM LINKIEM lub poniżej znajdziecie mapę miejsc:


A teraz po kolei


1. Park Narodowy Thingvellir (Þingvellir) – Droga do Orlego Gniazda

Park Narodowy Þingvellir to miejsce, gdzie natura rozjechała się tektonicznie na całego, a ekipa Gry o Tron urządziła sobie plan filmowy z prawdziwym, geologicznym rozmachem! Wąwóz Almannagjá w Þingvellir posłużył twórcom serialu jako Krwawa Brama – czyli ten urokliwy, wąski przesmyk, przez który trzeba się przeprawić, żeby w ogóle wejść do Orlego Gniazda w Dolinie Arryn. Jeśli pamiętacie z serialu te wszystkie momenty, w których bohaterowie rzucają głębokie, pełne złych wróżb spojrzenia między pionowymi ścianami czarnej skały, to właśnie klimat tego parku narodowego. To tutaj szlajała się najtwardsza i najbardziej bezkompromisowa para turystów w historii Westeros: mała, ale zabójcza Arya Stark i jej sarkastyczny nianiek w postaci Psa (Sandora Clegane'a). Zamiast podziwiać widoki i piec kiełbaski, urządzali sobie widowiskowe maratony pośród skał, przerywane obijaniem sobie twarzy. O ile Arya szła tam z misją "znajdźmy jakąś rodzinę, która jeszcze żyje", o tyle Pies ewidentnie cierpiał na brak dobrej kawy i narzekał na islandzki (czy tam westeroski) klimat. To właśnie w tych okolicach rozegrała się ta legendarna ustawka między Aryą a Brienne z Tarthu. Dwie damy o skrajnie różnych gabarytach i podejściu do życia postanowiły udowodnić sobie nawzajem, kto tu rządzi, okładając się mieczami na tle zapierających dech w piersiach uskoków tektonicznych. 





Tektoniczne pęknięcia w Þingvellir to idealny poligon doświadczalny – o ile serialowa Arya z Ogarem i Brienne musiały tam walczyć o przetrwanie i trenować siłową prezentację argumentów na tle Krwawej Bramy, o tyle my na pewno zwiedzaliśmy to miejsce ze znacznie większym uśmiechem, nie obawiając się, że zza najbliższej skały wyskoczy ktoś z mieczem i zepsuje nam urlopowy klimat! No i najważniejsze! My podczas zwiedzania wąwozu mieliśmy piękną, ciepłą i słoneczną pogodę!




2. Wodospad Þórufoss

Wodospad Þórufoss to idealny dowód na to, że w świecie Gry o Tron nawet sielankowa wycieczka na łono natury może skończyć się dramatem – zwłaszcza dla lokalnej fauny. Ten malowniczy, opadający z wysokości kilkunastu metrów wodospad w 4. sezonie serialu zagrał malownicze tereny w pobliżu Meereen w Zatoce Niewolników. To właśnie w tej okolicy doszło do niezwykle emocjonującego spotkania lokalnego, niewinnego koziołka z jednym z „dzieci” Matki Smoków. Kiedy potężny smok Drogon postanowił urządzić sobie szybką przerwę na lunch, sielski pejzaż Þórufoss w jednej chwili zamienił się w barwny plan cateringowy dla bestii, udowadniając mieszkańcom Westeros i Essos, że darmowy posiłek z nieba rzadko kończy się dobrze dla tego, kto stoi na dole. Dziś można tam spokojnie podziwiać wodę spływającą po zielonych zboczach, chociaż zwiedzając to miejsce, warto zachować czujność i na wszelki wypadek nie przyznawać się do posiadania stadka kóz.


Zamiast oglądać smoczą stołówkę na żywo, my skręciliśmy do innego, obłędnie niebieskiego wodospadu Bruarfoss, który tak nas urzekł, że chociaż był całkiem niedaleko, zajął nam tam tyle czasu, że na Þórufoss zwyczajnie go zabrakło :(

3. Góra Kirkjufell

Góra Kirkjufell to ten punkt na mapie, który w Grze o Tron zrobił oszałamiającą karierę jako słynna góra w kształcie grota strzały, czyli Arrowhead Mountain. Zamiast zwykłej, pocztówkowej skały, twórcy serialu zobaczyli w niej potężny geologiczny drogowskaz dla całej Armii Umarłych, a wizjonerski Pies ujrzał ją w płomiennych wizjach, zanim jeszcze stało się to modne na Instagramie. To wokół tej unikalnej, spiczastej formacji rozgrywały się najbardziej mroźne i bezsensowne negocjacje logistyczne w dziejach Westeros, kiedy to doborowa ekipa samobójców pod wodzą Jona Snow postanowiła wybrać się za Mur po jednego, jedynego zombie do wypożyczenia. Jeśli stanąć pod Kirkjufell w deszczowy dzień, człowiek autentycznie czuje dreszcze i zaczyna nerwowo rozglądać się za Nocnym Králem oraz latającym trupiobladym smokiem, choć w rzeczywistości zamiast hordy nieumarłych zza wzniesienia wyłania się co najwyżej autokar pełen Japończyków z parasolkami. Góra ta udowadnia, że nawet najbardziej fotogeniczny stożek skalny w Islandii można z powodzeniem zamienić w scenografię do apokalipsy zombie, o ile tylko doda się odpowiednio ponury filtr komputerowy i dużą warstwę sztucznego śniegu.



O tak, Kirkjufell w wersji na żywo potrafi zweryfikować wszelkie romantyczne wyobrażenia o spacerach po planie filmowym – zamiast mrocznej, apokaliptycznej grozy Nocnego Krála mieliśmy tam własną, darmową walkę o przetrwanie z porywami wiatru, które z powodzeniem mogłyby zdmuchnąć w siną dal nawet całą tę nieszczęsną drużynę Jona Snow razem z ich wypożyczonym zombie!


4. Pole lawowe Dimmuborgir

Pole lawowe Dimmuborgir to idealny dowód na to, że jeśli potrzebujesz planu filmowego dla najbardziej niezależnej, dzikiej i absolutnie nieszablonowej ekipy w całym Westeros, najlepiej poszukać jej pośród mrocznych, powulkanicznych formacji skalnych. W trzecim sezonie Gry o Tron ten surrealistyczny labirynt z zakręconych, czarnych skał i naturalnych łuków posłużył jako gigantyczny obóz Wolnych Ludzi, który rozbił tam sam Król za Murem, Mance Rayder. To właśnie w tej scenerii działy się te wszystkie strategiczne narady, na których dzicy planowali, jak tu bezstresowo przejść przez Mur, podczas gdy Jon Snow usiłował udawać, że szczerze popiera ich wolnościowe poglądy, a nie tylko robi za podwójnego agenta. Chodząc po Dimmuborgir, człowiek niemal czuje ten surowy, arktyczny klimat i autentycznie spodziewa się, że zza najbliższej bazaltowej wieży wyłoni się Tormund Zgub Odsącz czy gigant Wun Wun z maczugą zrobioną z sosny, szukający dobrego miejsca na rozbicie namiotu. Twórcy serialu wybrali to miejsce perfekcyjnie – w końcu nazwa Dimmuborgir oznacza w wolnym tłumaczeniu „Mroczne Zamki”, więc jeśli królestwo wolnych ludzi miało wyglądać jak gotycka twierdza wyrzeźbiona przez lawę i diabła, to trudno o lepszy adres w całej północnej półkuli.


Na Dimmuborgir co prawda już nie dotarliśmy – ale szczerze mówiąc, po tym, jak na południu Islandii w okolicach Kirkjubæjarklaustur przemierzaliśmy gigantyczne, zmajstrowane przez potężną erupcję Laki pola lawowe, miałam wrażenie, że widzieliśmy już każdą możliwą formację, jaką wulkaniczna matka natura mogła wyczarować, więc żaden obóz Wolnych Ludzi ani Mance Rayder nie zdołaliby nas tam niczym zaskoczyć!




5. Gígjökull jęzor lodowca Eyjafjallajökull

Lodowiec Gígjökull to idealne miejsce dla każdego, kto uważa, że niedzielny spacer po lesie bywa wyczerpujący i chciałby zobaczyć, jak wygląda prawdziwa, lodowa masakra logistyczna. W siódmym sezonie Gry o Tron ten potężny jęzor lodowcowy, spływający z masywu słynnego wulkanu Eyjafjallajökull, posłużył jako naturalna dekoracja do mrożących krew w żyłach scen "zza Muru". To właśnie tutaj Jon Snow wraz ze swoją doborową, samobójczą drużyną brodził w śniegu i lawie, usiłując schwytać żywego zombiaka, żeby udowodnić sceptykom w Królewskiej Przystani, że armia nieumarłych to nie mityczna bajka na dobranoc, lecz całkiem realny problem. Błądząc po tym surowym, posępnym terenie, bohaterowie prowadzili głębokie, egzystencjalne rozmowy o sensie życia, podczas gdy otaczało ich lodowe pustkowie, a perspektywa powrotu do domu cało i zdrowo stawała się z każdą chwilą coraz bardziej abstrakcyjna. Dziś Gígjökull robi potężne wrażenie swoją surową, lodowo-popielatą scenerią i udowadnia, że twórcy serialu nie musieli zbytnio wysilać wyobraźni ani włączać komputerowych efektów specjalnych – wystarczyło postawić kamery w miejscu, gdzie lodowiec stapia się z wulkanicznym pyłem, by każdy turysta poczuł się jak śmiałek skazany na łaskę i niełaskę Nocnego Krála.



Co prawda do samego Gígjökull nie dotarliśmy z mapą w ręku, ale szczerze mówiąc, przy tej liczbie lodowcowych języków spływających z Eyjafjallajökull i okolic, które mijaliśmy na trasie, miałam wrażenie, że widzieliśmy już chyba każdy możliwy odcień błękitu i wulkanicznego popiołu – więc czy to był akurat ten konkretny jęzor z planu Gry o tron, czy też inny, trudno powiedzieć, tym bardziej, że okoliczne góry akurat wtedy tonęły we mgle. A mgła ma to do siebie, że w niej wszystko wygląda podobnie. Tak czy tak, na pewno byliśmy w pobliżu.


6. Dyrhólaey

Półwysep Dimmuborgir czy lodowce to jedno, ale przylądek Dyrhólaey to miejsce, gdzie ekipa Gry o Tron postanowiła udowodnić, że nawet najpotężniejszy mur obronny świata można nakręcić na spektakularnym klifie targanym przez wiatr. To właśnie te monumentalne, bazaltowe łuki skalne wyrastające majestatycznie z oceanu oraz rozciągający się wokół czarny piasek posłużyły jako filmowa Wschodnia Straż, czyli Eastwatch-by-the-Sea. To stąd Jon Snow, Tormund, Gendry i reszta tej doborowej ekipy śmiałków wyruszali na swoją misją specjalną poza Mur, żeby złapać upiora i przywieźć go w teczce do Królewskiej Przystani. Stojąc na Dyrhólaey, człowiek ma wrażenie, że wiatr zaraz urwie mu kaptur, głowę i wszelkie złudzenia o spokojnym zwiedzaniu, co idealnie współgra z surowym, bezkompromisowym klimatem tej części Westeros. Co ciekawe, zamiast armii nieumarłych czy groźnych dzikich, na turystów czekają tu głównie urocze maskonury, które z całkowitym i głębokim lekceważeniem przyglądają się wszystkim śmiałkom usiłującym utrzymać równowagę na krawędzi klifu.


Co do Dyrhólaey, to żadne efekty specjalne ani cyfrowe smoki nie byłyby w stanie podkręcić dramatyzmu tej sceny – wiatr targał tam wszystkim z taką determinacją, że zamiast podziwiać Wschodnią Straż, musieliśmy walczyć o przetrwanie z grawitacją i podmuchami, które miały chyba osobistą misję eksmitowania nas z tego klifu wprost na czarny piasek!



7. Czarna plaża Reynisfjara

Czarna plaża Reynisfjara to absolutny klasyk, jeśli chodzi o miejsca, w których natura nie potrzebuje żadnych efektów specjalnych, żeby wyglądać jak z innego świata. Choć fani często kojarzą ten region z dzikimi plenerami za Murem, Reynisfjara ze swoimi gigantycznymi, bazaltowymi kolumnami przypominającymi gigantyczne organy kościelne i czarnym piaskiem idealnie wpisuje się w ten mroczny, surowy klimat Westeros. To właśnie w okolicach południowego wybrzeża i tutejszych bazaltowych formacji ekipa serialu znajdowała inspiracje i plenery do kręcenia ujęć oddających nieprzystępność lodowatych krain. Stojąc na czarnym piasku Reynisfjary i patrząc na spienione fale Atlantyku rozbijające się o monumentalne skały Reynisdrangar, człowiek czuje respekt, jakby zaraz miał spotkać patrol Dzikich albo usłyszeć ryk smoka nad głową. Współcześni podróżnicy mogą podziwiać tę niezwykłą formację bez obaw o atak Białych Wędrowców, choć tutejsze podstępne, zdradliwe fale potrafią być niemal tak samo niebezpieczne jak polityczne intrygi w Królewskiej Przystani, więc trzymanie bezpiecznego dystansu od linii brzegowej jest tam absolutnie obowiązkowe.


A na Reynisfjara pogoda zaserwowała nam taki scenariusz, że żadna ekipa specjalistów od efektów specjalnych by tego lepiej nie wymyśliła: zamiast słońca i widoków przywitała nas gęsta, niemal namacalna mgła i absolutnie piekielny wiatr, który w połączeniu z czarnym piaskiem i huczącymi falami sprawił, że cała ta mroczna sceneria wyglądała dokładnie tak, jakbyśmy o mały włos nie wyszli prosto ze świata Gry o Tron, a jedynym, co mogłoby nas wtedy uratować przed natychmiastowym zamarznięciem albo porwaniem przez fale, było szybkie ewakuowanie się na bezpieczną odległość od brzegu!



8. Lodowiec Mýrdalsjökull

Lodowiec Mýrdalsjökull to idealne miejsce dla każdego, kto uważa, że standardowe zimowe ferie są zbyt ciepłe, a ucieczka przed cywilizacją wymaga wjechania tam, gdzie zamarza nawet nadzieja. W świecie Gry o Tron ten potężny czop lodowy i jego okolice posłużyły za mroźną, bezwzględną scenografię dla krain położonych daleko na północ od Muru. To właśnie w tych rejonach lodowe pustkowia i skąpane w bieli i popiele pejzaże tworzyły idealne tło dla marszu Armii Umarłych oraz przetrwania w skrajnie niegościnnych warunkach. Będąc tam, człowiek autentycznie czuje, że natura nie bierze jeńców, a pod grubą warstwą lodu kryją się starożytne tajemnice (i prawdopodobnie lodowi pechowi spacerowicze). W przeciwieństwie do serialowych bohaterów, którzy musieli walczyć o przetrwanie z Nocnym Králem, współcześni śmiałkowie mogą bezpiecznie podziwiać potęgę Mýrdalsjökull, choć lodowaty wiatr skutecznie przypomina, że do Westeros wcale nie jest tak daleko, jak mogłoby się wydawać.



Co prawda Mýrdalsjökull to gigant przez duże „G”, ale po tym, jak na naszej trasie przewinęło się już tyle lodowcowych jęzorów i białych gigantów, wszystkie wyglądały dla nas tak samo majestatycznie (i równie lodowato!), więc czy to był dokładnie ten plener Gry o Tron, czy inny – i tak miałam wrażenie, że Armia Umarłych mogłaby wyskoczyć zza każdej z tych lodowych ścian bez najmniejszego zaskoczenia!


9. Płaskowyż Höfðabrekkuheiði

Płaskowyż Höfðabrekkuheiði to absolutnie topowa lokalizacja dla każdego, kto marzy o tym, by poczuć się jak członek Nocnej Straży wpatrujący się w nieskończoną, bezwzględną biel i surowość północy. W świecie Gry o Tron te rozległe, górzyste tereny położone w południowej Islandii posłużyły jako naturalny plan filmowy dla dzikich obszarów położonych daleko za Murem. To właśnie w tych rejonach, ekipa serialu realizowała wymagające ujęcia przedstawiające marsze, obozy i przeprawy bohaterów w skrajnie trudnych, surowych warunkach, gdzie pogoda potrafi zmienić się w pięć minut z "jako tako" w pełnoprawne survivalowe wyzwanie. Patrząc na te malownicze, górzyste przestrzenie i otaczające je doliny, nietrudno zrozumieć, dlaczego reżyserowie wybierali Höfðabrekkuheiði – wystarczy rzucić okiem na horyzont, by od razu zacząć nasłuchiwać, czy zza wzniesienia nie nadciąga czasem burza śnieżna albo zwiadowcy Dzikich. W przeciwieństwie do westeroskich bohaterów, którzy musieli tam marznąć, głodować i uciekać przed nieumarłymi, współcześni podróżnicy mogą cieszyć się tym spektakularnym widokiem bez ryzyka spotkania Nocnego Krála, choć solidny, islandzki wiatr i tak skutecznie zweryfikuje każdą próbę zachowania eleganckiej fryzury.


Höfðabrekkuheiði sobie, a człowiek i tak najlepiej zapamięta pobliski (mniej więcej) Vik i ten jego kultowy, niesamowicie fotogeniczny kościółek na wzgórzu – obstawiam, że ta ikoniczna budowla zebrała w swoich archiwach więcej turystycznych kadrów niż wszystkie serialowe plany Gry o Tron razem wzięte, zwłaszcza że tamtejszy wiatr i tak skutecznie odciągał uwagę od jakichkolwiek poszukiwań Nocnego Strażnika!

10. Lodowce Vatnajökull and Svínafellsjökull

Lodowiec Vatnajökull wraz ze swoim spektakularnym jęzorem Svínafellsjökull to absolutna korona królów, jeśli chodzi o lodowe plenery Gry o Tron, bo to tutaj kręcono najbardziej mrożące krew w żyłach sekwencje „zza Muru”. Ten potężny, spękany labirynt błękitnego lodu, czarnego wulkanicznego pyłu i głębokich szczelin posłużył jako naturalny dom dla dzikich hord, Białych Wędrowców i całej tej armii nieumarłych, która miała na celu zniszczenie ludzkości w imię czystego porządku termicznego. To w tych rejonach przemierzał skute lodem pustkowia Jon Snow z kompanią, walcząc nie tylko z hordami zombie, ale przede wszystkim z własną skłonnością do podejmowania skrajnie nierozsądnych decyzji strategicznych. Stojąc nad krawędzią Svínafellsjökull, człowiek czuje respekt potężniejszy niż przed samym Tywinem Lannisterem, bo natura pokazała tu swoją najbardziej bezwzględną, lodowatą twarz. Choć dziś nie trzeba już uciekać przed Nocnym Králem ani ratować się ucieczką na grzbiecie smoka, to widok poszarpanych lodowych ścian i tak przypomina, że w starciu z islandzką zimą żaden, nawet najbardziej zaawansowany pancerz z valyriańskiej stali nie zastąpi po prostu porządnej, puchowej kurtki.


O tak, Vatnajökull i jego słynny jęzor Svínafellsjökull mogą sobie dumnie dzierżyć koronę najbardziej ikonicznego planu Gry o tron, ale szczerze mówiąc, serialowe hordy nieumarłych zupełnie bledną przy tym, co działo się tuż obok – bo zamiast szukać Nocnego Krála, naszą główną misją stało się odkrycie obłędnej Laguny Lodowcowej i podziwianie wyrzuconych na Diamond Beach diamentów z lodu, które zrobiły na nas równie duże wrażenie jakie by zrobił marsz zza Muru!




11. Wodospad Skogafoss

Wodospad Skógafoss to idealny dowód na to, że nawet w świecie zdominowanym przez polityczne intrygi i rzeźnię w wykonaniu Białych Wędrowców, znajdzie się chwila na odrobinę romantyzmu w stylu fantasy. W ósmym sezonie Gry o Tron ta potężna, grzmiąca ściana wody posłużyła jako tło dla jednej z najbardziej podniosłych i podniebnych scen, kiedy to Jon Snow i Daenerys Targaryen lądują u jej stóp po locie na swoich smoczych milusińskich, czyli Rhaegalu i Drogonie. Zamiast podziwiać widoki i słuchać szumu wody, główni bohaterowie urządzają sobie tam krótką randkę połączoną z romantycznym pocałunkiem, zupełnie ignorując fakt, że wokół huczy lodowata woda, a w perspektywie czeka ich apokalipsa. Stojąc u podnóża Skógafoss, człowiek momentalnie czuje potężną siłę żywiołu (i mgiełkę wodną, która w sekundę moczy wszystko na odległość stu metrów), co idealnie współgra z filmowym rozmachem tej sceny. Dziś można tam bez przeszkód spacerować, podziwiać tęcze w rozbryzgach wody i – w przeciwieństwie do serialowej pary – skupić się na robieniu ładnych zdjęć, zamiast martwić się tym, czy smok akurat nie zgłodniał i nie szuka przekąski w okolicy.


Zamiast podniebnych randek na smoczym grzbiecie, my na Skógafoss zaliczyliśmy autentyczny, twardy trening kardio – bo te kultowe, strome schody prowadzące na górę (podobno grubo ponad pięćset stopni!) weryfikują kondycję szybciej niż jakikolwiek egzamin w Westeros.


12. Kanion Fjaðrárgljúfur

Kanion Fjaðrárgljúfur to absolutny majstersztyk natury, który w świecie Gry o Tron zrobił oszałamiającą karierę jako malownicze i niezwykle fotogeniczne tło dla ujęć z siódmego sezonu. Ten spektakularny, serpentynowy kanion o zielonych, stromo opadających zboczach i wijącej się na dnie rzece Fjaðá posłużył twórcom serialu jako idealna, baśniowa sceneria dla podróży bohaterów przemierzających dzikie ostępy Westeros. Kiedy patrzy się na te poskręcane, wiekowe formacje skalne obrośnięte soczystym mchem, człowiek odnosi wrażenie, że zza zakrętu zaraz wyskoczy rycerz na koniu albo przynajmniej wędrowny bard śpiewający o nieszczęśliwej miłości. W przeciwieństwie do mrocznych, lodowych pustkowi, Fjaðrárgljúfur zachwyca niemal surrealistyczną, zieloną paletą barw, co czyni go jednym z najbardziej fotogenicznych przystanków na trasie. Spacerując wyznaczoną ścieżką wzdłuż krawędzi przepaści, można poczuć się jak na planie wysoko budżetowego fantasy, pamiętając jednak o tym, by zamiast walczyć z wrogami korony, skupić się na nieprzekraczaniu barier ochronnych, bo tutejsza przyroda jest tak samo delikatna, jak polityczne układy w Królewskiej Przystani.



O tak, Fjaðrárgljúfur to absolutny hit – choć serialowe Westeros zawdzięcza mu piękne ujęcia, to i tak wszelkie zakłady wygrałby ten, kto zapytałby przechodniów o słynny teledysk Justina Biebera, bo to właśnie popowa muzyka, a nie smoki czy rycerze, rozsławiła ten zakręcony kanion na cały świat, sprawiając, że zamiast armii zza Muru prędzej spotka się tam fana nucącego hity z list przebojów!



13. Hengill w okolicach gorącej rzeki

Wulkaniczny masyw Hengill to miejsce, które udowadnia, że nawet w świecie westeroskich dramatycznych zgonów musi znaleźć się przestrzeń na widowiskowe, pełne pasji i całkowicie bezkompromisowe pojedynki. W czwartym sezonie Gry o tron te parujące, surowe tereny geotermalne posłużyły jako naturalna dekoracja do jednej z najbardziej kultowych i brutalnych walk w historii serialu, czyli starcia między Ogarem (Sandorem Cleganem) a Brienne z Tarthu. Zamiast spokojnej kąpieli w gorących źródłach, bohaterowie urządzili sobie tam bezwzględną, pełną błota, wrzasków i ciosów z półobrotu ustawkę o to, pod czyją opieką powinna pozostać Arya Stark. Będąc na Hengill, człowiek niemal czuje w powietrzu ten zapach siarki (no ok, zapach siarki czuje na prawdę) i adrenaliny, zastanawiając się, czy zza kolejnego pagórka albo kłębu pary wodnej nie wyłoni się nagle wkurzony Ogar rzucający soczystymi przekleństwami. Dziś te malownicze, zielone wzgórza poprzecinane chmurami pary prezentują się niezwykle malowniczo i – w przeciwieństwie do serialowych wojowników – pozwalają turystom na relaksujący trekking bez obaw, że ktoś zaraz zepchnie ich w przepaść lub ugryzie w ucho.

Zamiast szukać serialowych kadrów z zażartej bitwy Ogara z Brienne, my na Hengill postawiliśmy na znacznie przyjemniejszy scenariusz: zamiast dostawać w kość na błotnistym ringu, wdrapaliśmy się w te parujące, geotermalne rejony prosto do słynnej gorącej rzeki, a te niesamowite widoki i wszechobecne chmury pary wodnej zrobiły na nas o wiele większe wrażenie niż jakakolwiek filmowa ustawka!




Podsumowując to wszystko, muszę się przyznać do jednego: trochę mnie te wszystkie serialowe tropy bawią, zwłaszcza gdy na miejscu okazuje się, że dany kanion połowa świata kojarzy bardziej z teledyskiem Justina Biebera niż z Westeros, a ikoniczny kościółek w Vík przyciąga tłumy obiektywów skuteczniej niż jakikolwiek Nocny Strażnik.

Ale przecież nasza wyprawa wcale nie była polowaniem na kadry z Gry o tron – my po prostu zwiedzaliśmy południową Islandię, a te serialowe lokalizacje oglądaliśmy niejako przy okazji, po prostu dlatego, że akurat byliśmy w pobliżu. A jednak wcale nie dziwię się twórcom serialu, że wybierali akurat te miejsca. Islandia jest po prostu niesamowita, surowa i ma w sobie ten naturalny, mroczny klimat, który idealnie pasował do serialu. Kiedy stoisz pośród dymiących pól lawowych, mierzysz się z piekielnym wiatrem na czarnej plaży albo patrzysz na potęgę lodowców – z których największy w Europie budzi autentyczny respekt – słynne "Winter is coming" przestaje być tylko serialowym hasłem. Tutaj, na tej niezwykłej ziemi, zima i potęga żywiołów są po prostu na wyciągnięcie ręki!

Nota prawna (czyli słów kilka o tym, że Westeros zostawiamy HBO):

Wszelkie kadry z serialu Gra o tron wykorzystane w tym wpisie należą oczywiście do ich prawowitych twórców. Pożyczyłam je tutaj wyłącznie w celach edukacyjno-poglądowych, żeby uwidocznić, jak te miejsca prezentują się na ekranie. W żaden sposób nie jestem ich właścicielem, nie zgłaszam do nich żadnych roszczeń i obiecuję trzymać się z daleka od cudzej własności intelektualnej – wolę skupić się na własnych zdjęciach z podróży, niż tłumaczyć się przed Nocnym Králem czy prawnikami Korony!

A czy Wy znacie jeszcze inne miejsca, gdzie na Islandii kręcono Grę o Tron? Napiszcie w komentarzach.

Po więcej postów z Islandii zapraszam TUTAJ.

Jeśli chcecie zlokalizować na mapie opisane w poście lokalizacje oraz wszystkie lokalizacje z bloga, zapraszam do mapy interaktywnej, która otworzy się dla Waszej wygody w nowym oknie. Najedź na wybraną pinezkę i kliknij nazwę lokalizacji, która pokaże Ci się pod mapą aby wyświetlić zdjęcia i link do odpowiedniego posta 😀. Kliknij strzałkę po prawej stronie nazwy lokalizacji, aby wyznaczyć do niej trasę. Powiększaj mapę aby zobaczyć więcej pinezek. Kliknij na napis "Patent na Wypad" (w wersji komórkowej na dole ekranu) aby wejść w legendę, gdzie znajdziesz listę lokalizacji lub będziesz mógł wpisać konkretną lokalizację w lupkę.

Linka do lokalizacji na mapie Google z niniejszego bloga znajdziecie także poniżej - szukajcie pod tekstem słowa "Lokalizacja...."

A jeśli chcecie przeczytać więcej wpisów w moim blogu, z pewnością ułatwi Wam to TA LISTA , zaś zbiór niektórych wcześniejszych map znajdziecie TUTAJ.

A może interesują Was gotowe propozycje tras? Zapraszam TUTAJ.

#patentnawypad #podroz #podroze #blog #travelblog #islandia #iceland #visiticeland #icelandtravel #GameOfThron #GOT #WinterIsComing #GOTTour #KingsLanding #IronThrone #DragonMother #GraOTron #ŚladamiGryOTron #Þingvellir #Þórufoss #Kirkjufell, #Dimmuborgir, #Gígjökull #Dyrhólaey #Reynisfjara #Mýrdalsjökull #Höfðabrekkuheiði #Vatnajökull #Svínafellsjökull #Skogafoss #Fjaðrárgljúfur #Hengill

 

Komentarze